piątek, 13 lutego 2015

Rozdział III: Witamy w Podziemnym Świecie!

Od Autorki:
Rozdział nie powstałby prawdopodobnie bez pomocy mojej parabatai, Neko Riny i to jej dedykuję go dedykuję. Bez jej ciągłego marudzenia i trucia mi tyłka, żebym go w końcu skończyła, nadal zapewne liczyłby pięć zdań. Dziękuję ci, słońce :*
Wkraczamy w ten etap, kiedy już nie mam gotowych rozdziałów i muszę wyłuskać czas, by je napisać więc będą się pewnie pojawiać tak, jak ten - o 24 w nocy... No cóż...

Pozostaje mi tylko życzyć wam miłego czytania ;)

                                                         Rozdział 3
                                   Witamy w Podziemnym Świecie!

- Jak to? To niemożliwe. Jesteśmy zupełnie normalną rodziną, moja mama zginęła w wypadku samochodowym! Nikt jej nie zamordował! – Alicja chciała im wszystko wyjaśnić, ale zabrzmiało to tak, jakby starała się przekonać samą siebie.
Igor podszedł do niej i starł jej z policzka kroplę słonego płynu. Nie zdawała sobie sprawy, że płacze. Popatrzył na nią przez chwilę, po czym ją przytulił. Tylko Igora nie odtrąciłaby w tej chwili i chłopak skrycie cieszył się, że ma takie „przywileje” W jego ramionach całkowicie się rozkleiła.
-Wszystko będzie dobrze. – szeptał w jej włosy.- Wrócimy do domu i będzie dobrze. Nie wie jak to zrobimy, ale obiecuję ci, że tak się stanie.
Ponad jego ramieniem dziewczyna zobaczyła zdziwione twarze królowej Inys i Damiana.
-Ich więź rzeczywiście jest bardzo silna.- powiedziała dama z tonem pełnym zdumienia. –Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Ale to później.
-Właśnie. – dziewczyna puściła Igora i stanęła przed królową. –Kto zamordował moją mamę? Znajdę go i zemszczę się!
-Wątpię, żeby wróżka na twoim poziomie szkolenia magicznego mogła pokonać Amosa.
-Kogo?
-Amosa. –odpowiedział za Inys Damian. –To potężny demon, tym potężniejszy, że kiedyś był złotym wróżkiem. Wygnali go z Podziemnego Świata właśnie za nielegalne przyjaźnie z demonami, Ciemnymi Duszami, jak niektórzy je nazywają. Z informacji Trevoru wynikało, że miał na celu obalenie ich i stworzenie nowej rasy, wróżko-demonów, których nazywał gidys. – ostatnie słowo wręcz wypluł, jakby paliło jak kwas, połknięty przez przypadek. – Demon Izydyn, który cię dzisiaj zaatakował też jest jego sługą. Uczą o nim na historii a małych wróżków straszy się nim, gdy są niegrzeczni. To o nim dyskutowaliście podczas Posiedzenia Trevoru? Nie sądziłem, że po wygnaniu był na tyle silny, by tworzyć jakiekolwiek zebranie a co dopiero armię.
-Niestety tak. –królowa, do której skierowane było to pytanie, spuściła głowę. – Moi informatorzy twierdzą, że Amos zbiera demony, wampiry, wilkołaki i zmiennokształtnych. Tworzy armię. Ćwiczą i szkolą się na obrzeżach Podziemnego Świata, gdzie moja władza już nie sięga. Nikt nie zapuszcza się w tamte tereny. Żyją tam najgroźniejsze potwory, które na szczęście dotychczas widywaliśmy tylko w sennych koszmarach. Jeśli Amos sprzymierzył się z nimi jest naprawdę bardzo źle. Demon, którego dzisiaj spotkaliście, to dopiero początek. Chcę was zapytać o to spotkanie. Czy mówił coś? Czegoś od was chciał?
- Chciał jakiegoś kamienia. – odezwała się Alicja. Kiedy pokonał Damiana, mówił coś o kamieniu, który ja niby mam i żebym go mu oddała, bo inaczej zetrze mnie w proch. Tylko, że wtedy Igor przebił go mieczem.
Posłała chłopakowi dziękczynne spojrzenie.
-O Trevie…- Inys złapała się za serce. – Oczywiście. Dziecko, pokaż mi swój naszyjnik.
Alicję trochę zdziwiła ta prośba, ale posłusznie zdjęła wisiorek i położyła go na wyciągniętej dłoni królowej. Był zwykły. Na długim skórzanym rzemyku wisiała zielona bryłka, obramowana czarnym plastikiem. Alicja nosiła go ze względu na mamę. To była jedyna rzecz, jaka jej po niej została. Ojciec spalił wszystkie ubrania, zdjęcia i pamiątki, dziewczyna nie do końca rozumiała, dlaczego.
- O święty Trevie… - królowa wpatrywała się w przedmiot leżący na jej dłoni z nabożnym zachwytem. – Kamień mocy Salanty. Nie wiedziałam… Myślałam, że przepadł, że zaginął razem z nią. Zawsze była zaradna. Musiała wyczuć, że po nią przyjdą. Ale żeby dać kamień córce? Nawet nie była pewna, czy dziewczyna jest wróżką.. Po tym małżeństwie ze śmiertelnikiem…
            I wtedy Alicja wszystko zrozumiała, jakby znalazła ostatni element układanki.
Nie była normalna i nigdy nie będzie. Jej matka była wróżką, ale wyszła za śmiertelnika, ojca Alicji. On zawsze bał się wszystkiego, co było inne, nowe.. Bał się Salanty…
Bał się mnie, pomyślała Alicja. To dlatego ciągle mnie bił, nawet za najmniejsze przewinienie. Bał się moich mocy.
I wtem poczuła, że w jej żyłach buzuje coś na kształt adrenaliny. Magia.
- Igor –zwróciła się do przyjaciela.- Już nigdy nie będzie tak jak dawniej. My nie jesteśmy tacy jak inni. To tutaj jest nasz dom.
Chłopak spojrzał na nią, jakby zwariowała.
-Co ty, Alka… My jesteśmy ludźmi, musimy wrócić do naszego świata i żyć nor…
-Nie jesteście ludźmi, a już zwłaszcza ty, zmiennokształtny. –przerwał mu Damian.
-Czy ktoś mi w końcu może wyjaśnić, co to są zmienokształtni?!- krzyknął Igor.
-Uspokój się, chłopcze –upomniała go Inys. –A odpowiadając na twoje pytanie… Zmienokształtni to poniekąd ludzie, ale potrafiący się w dowolnym momencie zmieniać w zwierzęta. Mam kilka zmiennokształtnych na swoich rozkazach.. Pokażą ci co i jak… Najwyraźniej nie korzystałeś jeszcze ze swoich… hm… wyjątkowych możliwości. A ciebie wróżko – zapraszam do sali treningowej numer 8. Inyguriel cię zaprowadzi…
Chłopak odwrócił się i wyszedł. Alicja uścisnęła Igorowi dłoń i wyszła za wróżkiem.
Przeszli długim korytarzem i skręcili w lewo. Wokół było pełno drzwi wyciosanych w kamieniu.
-Macie tyle pokoi? –zapytała Damiana.
-Oczywiście nie. To nie jest część mieszkalna. To wszystko sale treningowe. Jest nas tak dużo, że jedna sala by nie wystarczyła a poza tym są przecież różne stopnie wtajemniczenia magicznego.- Miał tak długie nogi, że dziewczyna musiała niemal biec by za nim nadążyć.
Po drodze mijali różnych ludzi, wszystkich w czarnych lub srebrnych szatach.
-Czemu nie ma nikogo w złotych szatach?
- Trevie, dziewczyno czy jest coś co cię nie interesuje lub coś, na co znasz odpowiedź ? To przecież oczywiste. Złote szaty noszą najwyżsi wróżkowie, równi niemal mocą z magami. Jak myślisz, dlaczego nie ma ich tutaj, z nami, którzy jeszcze trenują? Są za ważni by się z nami zadawać.
Jego wypowiedź była pełna zajadłości, jakby czegoś jeszcze w niej nie dopowiedział, czegoś ważnego ale jednocześnie osobistego. Alicja postanowiła o nic więcej nie pytać.
W końcu doszli do drzwi z numerem 8, pobłyskującym, jakby miał w sobie swoje własne światło.
-Zapraszam. – Damian otworzył przed nią drzwi ale jego mina wskazywała, że za nimi nie czeka na dziewczynę nic miłego.
- O rany… - dziewczyna wydała siebie westchnienie, pełne zrezygnowania i weszła do środka. Mimo całego sceptyzmu, który miała w sobie teraz oczy otworzyły się jej szerzej ze zdumienia, na to co zobaczyła.
- O rany – powtórzyła, tym razem z zaskoczeniem w głosie.

                                                            ***
Igor nigdy nie lubił ciemność. Czuł się mały i nic nieznaczący. Widząc oddalające się sylwetki Alicji i Damian, którzy zostawiali go w tym ciemnym korytarzu, oświetlanym jedynie przez pochodnie rodem z najgorszych horrorów, czuł się jeszcze mniejszy i jeszcze mniej znaczący.
Nie lubił, gdy Alicja oddalała się bez niego. Czuł jakąś irracjonalną odpowiedzialność za nią, za jej czyny. A teraz puścił ją samą w zupełnie obcy świat z chłopakiem, który, według jego mniemania, zachowywał się co najmniej dziwnie.
-Hej, ty!- usłyszał głos za sobą.
Odwrócił się. Przed sobą miał człowieka, przed którym poczuł instynktowny strach a jego ciało zareagowało impulsywnie, cofając się przed postacią, która stała przed nim.
Był to mężczyzna, około czterdziestki, wysoki i barczysty. Całe jego ciało budziło respekt ale jego twarz… Miał kwadratową szczękę, skórę na policzkach naznaczoną grubymi bliznami, pamiątkami dawnych walk. Jedno białko miał tak nabiegłe krwią, że niemal wchodziła ona do niebieskiej tęczówki.
-Co się gapisz, zmiennokształtny? -burknął.- Jestem twoim wahterem. Masz mnie szanować i wykonywać to, co ci rozkażę. Inaczej… No cóż, mamy swoje sposoby, by uczynić ci z życia piekło.
Mówiąc to, uśmiechnął się zajadle.
- Nazywam się Igor a nie zmiennokształtny… - zaczął spokojnie chłopak, ignorując pragnienie swojego ciała, które wołało każdą komórką, aby uciekał.
-Gówno mnie obchodzi jak się nazywasz! – warknął. – Jestem wahterem twojej grupy. Jestem niemal jak twój król. Nie masz do roboty nic innego, tylko wykonywać moje rozkazy. Nic innego wiedzieć nie musisz. Po to się urodziłeś. Nic mnie nie obchodzi jak trafiłeś na Górny Świat i nie obchodzi mnie też twój związek z tą wróżką. A teraz idź za mną.
Igor już nic nie powiedział. Ruszył za mężczyzną, potulny jak baranek. I mimo tego całego lęku o jutro, o swoje życie i o to, co może mu zrobić jego nowy przełożony, uświadomił sobie śmieszną rzecz. Że oto znalazł się w miejscu, do którego był przypasowany od urodzenia i że tutaj powinien mieszkać od dawna. Rozśmieszyła go ta myśl. Znalazł się, choćby nie wiedział jak okropnym, ale jednak, swoim domu.

                                                                    ***
            Sala, do której zaprowadził ją Damian była ogromna. Na ścianach wisiało tysiące rodzajów broni, których nazw Alicja nie znała. I, gdyby to od niej zależało, wcale nie miała ochoty poznawać.
- To nasza największa sala –Inyguriel mówił monotonnym głosem, jakby to wszystko go nudziło. – Trenujemy tutaj głównie walkę mieczami, rzucanie nożami i innego tego typu rzeczy, które pomogą ochronić twój tyłek. Jeśli chodzi o pozostałe, są to głównie sale do zaklęć, przy czym każda jest do innego rodzaju i innego stopnia zaawansowania. Ciebie na razie będą interesować tylko sale numer dwa czyli zaklęcia ochronne i pięć, czyli typowe formułki, tworzące drzwi do Podziemnego Świata, czy pomagające w życiu codziennym. Kilka razy w tygodniu będziesz się spotykać tutaj ze mną, żebyś potrafiła chociaż oddać cios.
            I nie czekając na jej reakcję, po prostu wyszedł.
            Miał zamiar iść do swojej komnaty, ale przechodząc obok gabinetu królowej Inys usłyszał podniesione głosy.
- …to zagrożenie. Jej matka była taka sama. Przyciągała potwory, jak światło ćmy! Pani! –głos Hykiela, zmienił się na błagalny. – Wyrzuć ją. Razem z tym jej stworem…
- Chłopak ma potencjał. –odezwał się inny głos, w którym Damian rozpoznał Iwana de Rewol, wahtera jednej z grup zmiennokształtnych. –Na pierwszym sparringu pokonał Suriusa, a wiesz, pani, jak silnym jest zmiennokształtnym. To głupota tracić taki talent. Dziewczyna mnie nie obchodzi, jeśli taki twój rozkaz, można się jej łatwo…
- DOŚĆ! –krzyknęła Inys a Inyguriel dosłyszał uderzenie w stół. – Nikogo nie wyrzucę. Dziewczyna ma coś, czego szuka Amos. Kamień.
- Kamień mocy? –zdziwił się Hykiel. – Po co mu on?
- Nie wiem. Ale jeśli go potrzebuje, jedno jest pewne: nie możemy mu go dać. Dziewczynie na razie nic nie mówmy. Będzie bezpieczniejsza, nic nie wiedząc.
- A Rada? Co z pozostałymi trevorami? Ze Złotymi? Przecież… Oni mogą pomóc.
- Lepiej nie… Inygurielrze… Proszę, wejdź.
            Chłopak zarumienił się potężnie, spełniając polecenie królowej.
- Ja… Przepraszam, pani –skłonił się. – Nie zamierzałem… Po prostu szedłem i usłyszałem…
- Nie szkodzi. To głupota z naszej strony rozmawiać o takich rzeczach przy niezabezpieczonych drzwiach – uśmiechnęła się do niego. – Hykielrze, Iwanie… Czy moglibyście mnie opuścić? Pragnę porozmawiać z Inygurielem w cztery oczy.
- Oczywiście pani –mężczyźni skłonili się i opuścili pomieszczenie, ale Damian dostrzegł jeszcze w oczach Hykiela jakąś zaciętość, żeby nie powiedzieć, nienawiść.
            Kobieta wstała i zaczęła krążyć po pokoju, z rękami zaplecionymi za plecami.
- Większość rzeczy już usłyszałeś. Dziewczyna jest ważna. Nawet nie z powodu kamienia. Czułeś jej aurę. Czułeś, jak silna jest. Wystarczy kilka treningów, kilka zaklęć. Wcale się nie zdziwię, jeśli teraz siedzi nad Księgą. Ciągnie ją do magii. Wcale jej się ni dziwię. Tłumić taką moc przez tyle lat to niemal grzech.
            Zatrzymała się nagle naprzeciwko chłopaka.
- Inygurielrze... – rzekła, chwytając go za ramiona. – Musisz ją chronić. Nie możesz dopuścić, by naraziła się na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Amos będzie chciał ją zwabić poza tereny Królestwa. Nie możesz jej na to pozwolić. To będzie twoja Misja. Zostaniesz jej Strażnikiem.
            Inyguriel wyszedł z gabinetu królowej. Dostał Misję. Miał szansę na srebrną szatę… Nie mógł w to uwierzyć. To było, jak spełnienie marzeń. Po to się urodził, po to trenował od najmłodszych lat. Jeśli dostanie Srebrnym… W końcu będzie mógł być sobą…
- Tylko… -Królowa wybiegła za nim i zatrzymała się gwałtownie, dodając szeptem. – Ona nie może wiedzieć. Nie może wiedzieć, jak potężna jest i w jak wielkim zagrożeniu się znajduje. Niech myśli, że jesteś tylko jej trenerem. Zaprzyjaźnijcie się a Stróżowanie stanie się łatwiejsze. Byleby tylko o niczym się nie dowiedziała. Przynajmniej na razie. Nie jest na to gotowa. A wiedza, którą poznajesz w nieodpowiednim momencie bywa niebezpieczniejsza niż ostrze skierowane w twoje serce.

                                                            ***
            Było późno w nocy. Świece powoli się dopalały a ona dalej walczyła ze swoim organizmem, zmuszając oczy do przyglądania się kolejnym zakurzonym stronicom. Siedziała w tej bibliotece od dłuższego czasu. Krzesła były niewygodne, plecy ją bolały, ale pragnienie wiedzy i, co najważniejsze, magii, skutecznie tłumiło ten dyskomfort.
            Przeciągnęła się. Wzięła tomiszcze z zamiarem zabraniem go do swojego pokoju.
ŁUP!
- Zasada numer jeden: Księgi nie wynosimy z biblioteki – usłyszała znajomy głos. – To jedyna książka, której nie wolno ci wypożyczać i która zawsze musi tutaj pozostać.
            Inyguriel stał w drzwiach i przyglądał jej się ciekawie.
- Co ty tu robisz? – ze zdenerwowaniem odgarnęła krótkie kosmyki za uszy. – Śledzisz mnie, czy jak?
- Odnieś Księgę na miejsce. Wtedy pogadamy.
- Nie będziesz…
- Będę – odparł, nadal z figlarnym uśmiechem na ustach. – Od dzisiaj jestem twoim trenerem - powinnaś zatem robić to, co ci nakazuje. Uwierz mi, tak będzie dla wszystkich najlepiej.
            Dziewczyna ze westchnieniem położyła wolumin na drewniany podstawek pośrodku biblioteki. Natychmiast oblekły go zaklęcia ochronne, tworząc wokół niego prawie przezroczystą barierę, migoczącą lekko. Alicja wpatrywała się w nią jak urzeczona.
- Jak…? – spojrzała pytająco na Damiana.
- Myślisz, że jesteśmy tak głupi, by zostawiać największe dostępne źródło magii bez żadnej ochrony? Dziwię się w ogóle, że pozwolono ci do niej zajrzeć. Cóż… Wyczuwam w tym rękę Królowej Inys.
- Czemu jest jedyna? I co takiego się w niej znajduje? Zdążyłam przeczytać zaledwie parę stron i niesamowicie się zmęczyłam. To pewnie ten cały dzisiejszy dzień… - ziewnęła, jakby na potwierdzenie swoich słów.
- To nie wina dnia… - spojrzał na nią. – Opowiem ci o niej po drodze. Chodź. Jesteś tak zmęczona, że mi tutaj zaraz padniesz a mi nie uśmiecha się niesienie cię po całym Dworze. Trev wie, co pomyśleli by sobie wróżkowie …
- Jakoś nie zauważyłam, by cię to obchodziło – stwierdziła kąśliwie, ale wyszła za nim. Miał rację. jeszcze chwila i zasnęłaby na stojąco.
            Szli przez chwilę w ciszy.
- Więc? Czemu jestem taka zmęczona? – zapytała, wpatrując się w niego.
- Zbyt dużo magii na jeden dzień – wzruszył ramionami. – Twój mózg nie jest do tego przyzwyczajony. To… Jak z aktywnością fizyczną. Nie możesz od razu przebiec dziesięciu kilometrów, bo… Po prostu nie dasz rady. Stopniowo zwiększasz odległości, by twój organizm się przyzwyczaił. Tak samo jest z magią. Nie mogłabyś przeczytać od razu całej Księgi, bo to prawdopodobnie by cię zabiło. Jej całą treść znają tylko Złoci. Dlatego… No cóż, dlatego są Złotymi.
            Ponownie zamilkli, wbijając oczy w ciemność korytarza.
- Jest jedna? – zapytała znowu.
- Co?
- Księga. Czy jest tylko jedna?
- Wiesz… -podrapał się w zamyśleniu po głowie. – Mówi się, że niegdyś były trzy. Trzy egzemplarze, wyobrażasz sobie, jak wielka to magia? Ale pewnego dnia… -zamilkł gwałtownie. – Znaczy… Zgubiły się. Ja tam w to nie wierzę. Zwykłe bajki. Po co im trzy Księgi?
- W każdej bajce jest trochę prawdy… -zauważyła cicho.
            Coś przed nią ukrywał. Czuła to. Nie drążyła jednak. Wiedziała, że i tak nie powiedziałby jej prawdy. Był zbyt skryty. Zbyt twardy i zamknięty w sobie. Jeśli sam jej nie powie, to nie miała szansy się dowiedzieć w jakikolwiek inny sposób.
            Stanęli naprzeciwko drzwi jej komnaty.
- Więc… Ten… Dobranoc – powiedział tylko i odszedł szybkim krokiem.
- Dobranoc… Damian – szepnęła jeszcze i weszła do pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
            Odczekał chwilę i podszedł ponownie. Nałożył na jej sypialnię wszystkie zaklęcia ochronne, jakie znał. Po krótkim namyśle dodał jeszcze obronne. Nie zaszkodzą.
- Witamy w Podziemnym Świecie, mała – szepnął z krzywym uśmiechem – gdzie i mniej wiesz, tym jesteś bezpieczniejsza. Przynajmniej według „tych na górze”.

Okay.
           

            

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział II: Tajemnica skrywana przez lata.

Rozdział 2
                                   Tajemnica skrywana przez lata

Alicja nie mogła się powstrzymać i wybuchneła śmiechem. Pierwsze skojarzenie, jakie jej się nasuwało po usłyszeniu słowa „wróżka” to bajkowy Dzwoneczek latający nad łąką w sukience z liścia, sypiąc wszędzie „magiczny pył”.
Damian patrzył na nią ze sceptyzmem.
-Nie wierzysz?- zapytał, a gdy reakcją był tylko jeszcze głośniejszy śmiech dziewczyny, oznajmił – Dobrze, w takim razie nie pozostaje mi nic innego tak zabrać cię na dwór. Królowa zdecyduje, co z tobą zrobić.
-To wy macie jeszcze jakąś królową? -Alicja zgięła się w pół ze śmiechu.
-Nie jakąś tylko najjaśniejszą królową Inys, najsławniejszą i najdobrotliwszą , od czasu królowej Samanty VII. – chłopak wyglądał na oburzonego ich niewiedzą.
-Czekaj, a co ze mną?! –zapytał Igor.- Nic nie wiem o zmiennocośtam..
-Zmiennokształtnych… -poprawił mechanicznie Damian.
-…właśnie. I jak mam sobie niby poradzić, skoro jak twierdzisz, nie jestem człowiekiem?
-A to ciekawe… Nigdy nie widziałem tak głębokiej przyjaźni między wróż..
-Nie jestem wróżką! –krzyknęła Alicja, tak głośno, że kilka osób się odwróciło.
 -…między wróżką i zmiennokształtnym… -chłopak wyglądał na naprawdę zaintrygowanego.- Myślę, że ciebie też wezmę na dwór. Królowa powinna zobaczyć to dziwne zjawisko.
Alicja była wściekła. Najpierw jakiś facet, który był potworem zaatakował ją w autobusie. Później musiała ratować aroganckiego chłopaka, który na dodatek ma problemy z głową i twierdzi, że ona i jej przyjaciel nie są ludźmi tylko wróżką i czymś, na co mówi „zmiennokształtnym”, takim tonem jakby to była najgorsza obelga, jaką zdołał wymyślić. Na dodatek pewnie w domu ojciec już dostał telefon ze szkoły informujący go, że jego córka nie pojawiła się na zajęciach. Zapewne czekało ją lanie. A miała nadzieję, że te siniaki chociaż trochę przybledną zanim pojawią się kolejne… Miała tego dnia serdecznie dosyć.
-I niby jak, twoim zdaniem zamierzasz nas przenieś do tego swojego „dworu”? –zapytała buntowniczo, zaplatając ręce na piersi.
-Nie mojego dworu, tylko dworu królowej Inys.- poprawił ją ze złością Damian. –A jak? Patrz! Nylp łyr phix!
Uniósł ręce. Dłonie rozjarzyły się nieco, niebieskawym światłem. Alicja spojrzała zszokowana na Igora, oczekując od niego jakiejś reakcji, ale on najwyraźniej tego nie widział.
-Na zdrowie. –opowiedział mechanicznie Igor.
-To nie było kichnięcie kretynie. –„wróżek” czy czym chłopak tam był, był wyraźnie zezłoszczony. –Zobacz.
I faktycznie. Na trawniku przed nimi zaczęło się tworzyć coś, co z początku przypominało Alicji zamarzniętą w czasie falę. Z czasem w „wodzie” zaczęło tworzyć się coś na kształt drzwi. Najpierw pojawiła się futryna, zrobiona z sosnowego drzewa, następnie drzwi a na końcu pozłacany zamek i złote wykończenia. Damian przekręcił złotawą gałkę, która błyszczała słońcu, i otworzył drzwi. Za nimi Alicja widziała fragment ulicy, kilkoro ludzi, ale innych niż ci, których spotykała w swoim mieście. Ubrani w srebrzyste płaszcze, z wyhaftowanym, złotym „T” na plecach, krzątali się tu i tam.
-Zapraszam do Podziemnego Świata. Zapraszam do waszego domu…
Igor podszedł do Alicji i wziął ją za rękę. W innych okolicznościach na pewno by ją to zawstydziło, pewnie by odtrąciła jego dłoń, ale wtedy dobrze było czuć, też on jest obok niej, że to nie sen. Że nie zwariowała, że on też to widzi. A nawet jeśli zwariowała to dobrze było wiedzieć, że wpadli w to razem.
Ścisnęła jego rękę i pierwsza przekroczyła próg magicznych drzwi. Wrażenie było takie, jakby weszła pod wodospad letniej wody, nie parzącej, ale też nie za zimnej. Zrobiła jeszcze jeden krok i wypadła na ulicę, którą wcześniej widziała. Za nią, potykając się wpadł Igor a za nimi, dostojnym krokiem wszedł Damian.
W chwili, gdy wydostali się na w to miejsce, podszedł do nich człowiek z czarnymi włosami i srebrzystymi oczami, prześwietlającymi człowieka na wylot. Dziewczyna poczuła, że już go nie lubi.
-Inygurielrze!- zwrócił się do Damiana karcącym tonem. –Przyprowadziłeś do nas kolejnego stwora? Nie pamiętasz, że po ostatnim królowa surowo zabroniła sprowadzania istot jego pokroju?
Ostatnie dwa słowa wręcz wysyczał.
-Ależ doskonale to pamiętam, Hykielrze. –chłopak zwrócił się do niego uprzejmym tonem, ale w jego głosie było słychać dawne urazy. –Dziewczyna jest wróżką. Nigdy nie spotkałem kogoś o tak silnej aurze. Chłopak to jeden ze zmiennokształtnych, masz rację, ale z dziewczyną łączy go głęboka emocjonalna więź. Więcej powiem tylko królowej.
-Pani Inys nie ma czasu na rozwiązywanie dziwnych problemów zwykłych nastoletnich wróżek i nie sądzę…
-Ona nie jest zwykła! –wysyczał Damian, patrząc mężczyźnie głęboko w oczy. –Zwykłych wróżek nie szuka demon Izydyn.
Hykiel cofnął się i wykonał znak rękoma, coś na kształt przeżegnania się, ale w tym ruchu kryło się coś głębszego, bardziej mrocznego.
-Niech Wielki Trev ma nas w opiece. Prowadź ich czym prędzej do królowej Inygurielrze! Jest w Sali Posiedzeniowej Trevoru. Zaprowadzę was.
Poprowadził ich ciemnymi, szerokimi korytarzami, oświetlanymi jedynie przez pochodnie wiszące na kamiennych ścianach. Mijali kolejnych ludzi, ubranych w srebro, złoto lub czerń, z tą samą literą „T” wyhaftowaną na plecach.
-Kolor szaty zależy do stopnia wtajemniczenia magicznego. – szepnął jej do ucha Damian. –Złoto noszą najwyżsi wróżkowie, którzy mocą mogą się równać niemal z magami. Czarny to kolor nowicjuszy.
-Więc dlaczego nie nosisz szat? –zapytała.
-Bo byłem w świecie śmiertelników. Nie mogę tak po prostu wyjść sobie w świetle dnia w czarnej pelerynie. To mogłoby nas zdradzić. Nie masz pojęcia, co śmiertelnicy robią, gdy dowiadują się o Podziemnym Świecie. I, uwierz mi, nie chcesz wiedzieć.
Zapatrzył się w dal.
-Hykielrze, dlaczego Sąd znowu obraduje?
Alicja zmarszczyła czoło. Dobrze wiedziała, że jeśli gdzieś jakikolwiek sąd obraduje, to sytuacja nie wygląda ciekawie.
-Chodzi o jedną sprawę. Wy, początkujący nie powinniście nawet o niej słyszeć.
-Nie jestem początkującym! – zdenerwował się Damian. – Jestem jednym z waszych najlepszych trevorów, niedługo awansuję na srebrną szatę i…
-I nadal nie masz prawa mieszać się w sprawy królowej Inys.- uciął Hykiel. – I dam ci radę. Nie próbuj się do niej mieszać. To ci nie wyjdzie na zdrowie. No i oto jesteśmy.
Drzwi, przed którymi stanęli wyglądały, jakby nie zbudowała ich ludzka ręka. Wyciosane w kamieniu wyglądały na ciężkie i lekkie zarazem. Srebrzysta klamka iskrzyła w półmroku.
-Nylp glyn phix- mruknął wróżek, kierując wewnętrzną stronę dłoni na drzwi. Te otwarły się z cichym skrzypieniem.
-Zapraszam – rzucił krótko wróżek.
Weszli do auli, podobnej nieco do sali wykładowych na uniwersytetach. Środek tworzyło małe koło, wykładane płytkami a wokół niego, coraz wyżej i wyżej pięły się ławki zajęte do granic możliwości przez ludzi tak dziwnych, że nawet Damian, można by myśleć, przyzwyczajony do zjawisko nieco.. paranormalnych, wytrzeszczył oczy.
Alicja zmrużyła oczy. Po spacerze ciemnymi korytarzami Podziemnego Dworu, raziło ją jasne światło, przenikające przez szklany dach w kształcie kopuły. Dziewczyna była ciekawa, jakim sposobem światło dnia tak wyraźnie przenikało do miejsca znajdującego się pod ziemią.
-Są coraz silniejsi, jeśli ich nie powstrzymamy to.. –osoba, która przemawiają, stoją w środku przerwała nagle, widząc ich nadejście. –Hykielrze, czemuż to przyprowadzasz nowicjuszy na zebranie Trevoru? Czyż nie powinni się teraz szkolić?
Była to kobieta, niewysoka, może o głowę przewyższająca Alicję, ale czuło się, że wzrostu dodaje jej ranga, jaką zajmowała. Sposób poruszania się, jej akcent, nieco wschodni… To wszystko składało się na to, że Alicja zaraz domyśliła się z kim ma do czynienia. Z Królową Inys.
Dama podeszła do nich, ciągnąc za sobą złotą suknię, błyszczącą w świetle.
-Pani – Hykiel złożył pokłon – Inyguriel sprowadził tę wróżkę i zmiennokształtnego, który czeka na zewnątrz. Twierdzi, że łączy ich jakaś bardzo ścisła więź i spotkał ich podczas ataku demona Izydyna.
Królowa przyjrzała się Alicji badawczo.
-Zaprowadź ich do mojej komnaty, Bernardzie –mężczyzna wzdrygnął się na dźwięk swojego prawdziwego imienia. –Niedługo kończymy i będę mogła zając się tą.. hm… interesującą znajomością.
Hykiel odwrócił się i wyszedł, prowadząc za sobą Alicję i Damiana. Na zewnątrz czekał na nich Igor.
-I czego się dowiedziałaś?
-Niczego.
-Nie było jej? –zdziwił się Igor.
-Była tylko..
-Tylko co?
-Tylko Jaśnie Pani nie miała czasu, tak jak mówiłem. –wtrącił się Hykiel.- Ale mimo to zajmie się tą małą sprawą.
Damian prychnął.
-Zamknij się Bernardzie. –uciął Damian. - Wszyscy wiedzą, że przyjaźń pomiędzy wróżką a zmiennokształtnym zdarza się rzadko, żeby nie powiedzieć nigdy. Czy nie zabijamy ich od wieków? Czy dziewczyna nie powinna go nienawidzić? Nie widzisz, że to zjawisko jest bardziej nadnaturalne niż wszystko, co się tu dzieje? I powiedz nam, z łaski swojej , kto rośnie w siłę tak bardzo, że trevorzy się go obawiają?
-Nie mogę powiedzieć wam nic.- odparł wyniośle mężczyzna. –Nie upoważniono mnie do udzielania tego typu informacji.. Jeśli chcesz to sam zapytaj Królowej …
-O co ma mnie zapytać ten uroczy wróżek, Bernardzie? –zapytała Pani Inys, wynurzając się zza drzwi. – I czy nie poleciłam ci, żebyś zaprowadził ich do mojej komnaty?
-Tak, ale pani…
-Dość.- ucięła rozmowę dama. –Sama się nimi zajmę. Możesz odejść.
Nie krzyczała, ale ton głosu miała tak karcący, że nawet ktoś tak wyniosły jak Bernard, opuścił głowę i odszedł.
-A więc, wy jesteście tym dziwnym zjawiskiem?- zapytała, przyglądając się Igorowi i Alicji. –Och, przepraszam. Zapomniałam, że nadal mam na sobie strój z Rady. Ma onieśmielać i sądząc po waszych minach doskonale wykonuje swoje zadanie.
Uśmiechnęła się i pstryknęła palcami. Dół sukni zamienił się w jasne rurki a góra w dopasowaną, złotą bluzkę z nadrukami. Z włosów znikła korona, zamieniając się w lśniącą diamentami opaskę.
-Chodźcie do mojego pokoju. Tam nasza rozmowa pozostanie tajna. Bo wiecie, tutaj, w Podziemnym Dworze, każdy kamień ma uszy…
Ruszyła przed siebie. Alicja starała się zapamiętać drogę, na wypadek przymusowej ucieczki, ale zgubiła się po dziesiątym skręcie w lewo, który natychmiast zamieniał się w skręt w prawo.
Stanęli przed drzwiami podobnymi do tych, za którymi obradowała Rada, tylko nieco mniejszymi i całymi ze złota.
-Zapraszam.- rzekła Pani, otwierając drzwi.
Pomieszczenie, do którego weszli, wyglądało jak przeniesione żywcem z książki z bajkami. Ściany wyłożone były mieszającymi się kolorowymi płytkami, tak żywymi, że Alicję rozbolały oczy od samego patrzenia. Tam gdzie nie było płytek, na ścianę położono białą farbę, lśniącą w świetle złotymi odcieniami. Centralną ścianę zajmowało łoże z baldachimem, tak ogromne, że mogłoby pomieścić dziesięć osób i wszystkim byłoby wygodnie. Całą przeciwległa ścianę, oprócz drzwi, zajmowały półki z książkami. Niektóre w skórzanych oprawach, inne tak zniszczone, że wyglądały jak śmieci. Alicja od razu je pokochała. Przy oknie, na zachodniej ścianie stało biurko, zawalone papierami, i, co dziwne, laptopem. Dziewczyna pomyślała, że tak musiał wyglądać pokój bajkowej Śpiącej Królewny.
- Macie tu Internet? –zapytała królową, wskazując na komputer.
-Och, moja droga. To naturalne. Czy gdybyś wymyśliła rower, nie miałabyś go w domu?
-To wy wymyśliliście Internet? –spytała Alicja tak zdziwionym tonem, że stojący za nią Damian, wybuchnął śmiechem.
- Jeden z naszych najlepszych złotych trevorów, ale to teraz nie ważne. Bardziej interesujesz mnie ty, moje dziecko i twój zmiennokształtny.
- On nie jest mój. –poprawiła ją dziewczyna, rumieniąc się. –Ma swoją wolę.
- Och, oczywiście. Czasami o tym zapominam. Więc jak się nazywacie?
Alicja nie usłyszała w tonie Inys jakiejkolwiek skruchy, mimo to odpowiedziała:
- On nazywa się Igor Panosz a ja jestem Alicja Hamera.
-Hamera? –spytała królowa. Minę miała zdziwioną. –Jak nazywała się twoja mama? Gdzie ona jest?
Dziewczyna była zaskoczona zachowaniem damy. Dotąd nikt w Podziemnym Dworze nie pytał się o jej rodziców. Nie miała zresztą ochoty o tym opowiadać.
-Moja mama zginęła w wypadku. Miała na imię Sandra.
- Salanta… -wyszeptała królowa. Sprawiała wrażenie, jakby mówiła do siebie. – Dobry Trevie, więc to prawda… Ona naprawdę miała córkę. Moje dziecko. Twoja mama nie zginęła. Ona została zamordowana.




niedziela, 26 października 2014

Rozdział 1: Bo każda przygoda zaczyna się niewinnie....

        Alicja otworzyła oczy. Siniaki na rękach i plecach bolały i miały nieprzyjemny kolor. Gdy dotknęła jednego na ramieniu, zbladł, delikatnie przy tym pulsując. Zawsze tak było. Wystarczyła jedna zła ocena, jeden marny dowcip, którego ojciec nie zrozumiał i już. Lanie gotowe. Nie mogła krzyczeć. Parę razy próbowała. Skutkowało to tylko mocniejszymi uderzeniami. Jeśli przyszli sąsiedzi, ojciec zawsze się wyparł. Ot, zwykła kłótnia pomiędzy rodzicem i dzieckiem. Był sprytny. Uderzał tylko tam, gdzie nie było widać, gdzie siniak albo rana na pewno zostanie zasłonięta ubraniem, głównie na plecach i barkach.

        Mogła zgłosić to na policję, ale co by to dało? Matka nie żyła. Ojciec, wysoko postawiony urzędnik w urzędzie miasta, był otoczony sympatią i powszechnym szacunkiem. Istniała niewielka szansa, żeby policja uwierzyła jej a nie jej ojcu. A jeśli nawet by uwierzyła, to Alicja musiałaby iść do Domu Dziecka a na to także nie miała ochoty.

       Gdy zakładała glany ojciec zszedł po schodach.

- Mam nadzieję, że to, co się wczoraj wydarzyło czegoś cię nauczyło. – mruknął n powitanie.

      Tym także różnili się od normalnych rodzin. Zamiast „Cześć córeczko. Jak się spało?” i całusa w czoło dostawała właśnie to.

-Tak, tato. Przepraszam. To się więcej nie powtórzy. – mówiła tą formułkę już tyle razy… Nic nie zmieniło się od czasu, gdy wymamrotała ją po raz pierwszy.

        Szybko zerwała z wieszaka starą, połataną, skórzaną kurtkę i wyszła z domu.

       Alicja była przeciętną dziewczyną, ale miała w sobie coś, co kazało mijającym ją przechodniom, odwrócić głowy, by jeszcze raz na nią spojrzeć. Ona nie zwracała uwagi na nikogo. Starała się zapomnieć o bólu, przy każdym ruchu ręką, miała jeden cel- przystanek. Doszła do niego akurat wtedy, gdy podjeżdżał jej autobus.

-Siema Alka! zawołał na powitanie jej przyjaciel, Igor.

-Cześć!- odpowiedział, udając uśmiech.

Igor go poznał. Widział go już przecież tyle razy…

-Znowu cię bił? –zapytał znając odpowiedź.

Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko spuściła głowę, by krótkie, brązowe włosy zasłoniły smutną twarz. Dla Igora było to odpowiedzią.

-Ala, mówię ci po raz setny, idź na policję, zgłoś to! Ten bydlak nie może bezkarnie cię zamęczać. Zobacz, jak ty wyglądasz! Znowu przez niego płakałaś, tak?

Dziewczyna pokręciła głową, zrezygnowana.

-I co mi to da? –odpowiedziała gniewnym szeptem.- Ten bydlak, jak go nazwałeś, jest moim ojcem. Gdyby matka żyła to może…-niecierpliwie wytarła łzy wierzchem dłoni. Nienawidziła płakać.- Może by to coś dało. Mogłybyśmy od niego odejść, a tak?

Igor, chciał ją pocieszyć, przytulić, ale nie wiedział czy może tak postąpić. W końcu, niezdarnie poklepał ją po ramieniu.

-Wiesz, że w każdej chwili możesz do mn…-przerwał nagle i poderwał głowę. Poczuł zapach, właściwie smród, coś pomiędzy odorem siarki i palących się opon.

-Co tu tak śmierdzi? –zapytała Alicja.

         Rozejrzeli się po pozostałych pasażerach. Wszyscy zachowywali się normalnie, jakby nie czuli tego odoru, który tak przeszkadzał Alicji i Igorowi. Babcia uspokajała wnuczka, który strasznie ciekawy nowego miejsca najchętniej biegałby po całym autobusie. Chłopak na równoległym siedzeniu miał słuchawki na uszach i otwartą książkę na kolanach.

Stanęli właśnie na przystanku i do środka wszedł mężczyzna w czarnej skórze, z rodzaju takich, których Alicja bałaby się spotkać w ciemnym zakamarku. Gdy wsiadł, obrzydliwy zapach jeszcze się nasilił, jakby wydobywał się od niego. Mężczyzna sięgnął do pasa, pewnie po portfel…

-Padnij! –rozległ się krzyk. Chłopak, który siedział na równoległym siedzeniu, rzucił się na Alicję i Igora w chwili, gdy mężczyzna wyciągnął pistolet i strzelił. Nie trafił. Szybkim krokiem przeszedł pomiędzy krzesłami. Gdy stanął nad nimi jego ciało zaczęło się zmieniać. Całe jego ciało wyglądało jak stworzone z przezroczystej plasteliny. Zaczęło się kształtować. Najpierw szyja wydłużyła się i zwęziła. Tułów wydłużył się tak, że mężczyzna był dwa razy wyższy. Głowa skurczyła się, jednocześnie zabierając ze sobą jedno oko stwora. Przez ciało potwora przebiegł dreszcz, który spowodował wyrośniecie kolejnej głowy i kilku kolejnych par nóg i rąk, równie zniekształconych, co głowy.

          Alicja krzyknęła. Spojrzała na pozostałych pasażerów, ale ci wyglądali jakby nie widzieli stwora, w którego zamienił się mężczyzna. Babcia, którą przedtem obserwowała, teraz patrzyła na nią z uprzejmym zdziwieniem, jakby zastanawiała się, dlaczego ta niewychowana dziewczyna krzyczy podczas jazdy autobusem.

-Demon Izydyn! –wykrzyknął chłopak, sięgając do pasa.

-Co?- zdziwiła się Alicja. Oczy powiększyły się jej jeszcze bardziej, kiedy zobaczyła, co chłopak trzyma w ręce.

        Był to długi na metr miecz, z metalu, który nieco jaśniał w świetle poranka. Zamachnął się nim i odciął stworowi jedną z rąk. Potwór ryknął, rozłoszczony. Alicja wcale mu się nie dziwiła. Też byłaby zła, gdyby jakiś krasnal odciął jej rękę. Monstrum zamachnęło się i uderzyło w chłopaka, tak, że ten poleciał na okno i osunął się po nim, zostawiając krwawą smugę na szkle.

Alicja nie wiedziała, co robi. Górę wziął instynkt. Porwała z ziemi srebrzysty miecz i zamachnęła się nim na potwora. Ten jednak był szybszy. Wyrwał jej broń z ręki i wyrzucił w głąb autobusu.

- Odda mi kamień albo zamienię cię w kupkę pyłu! –zaskrzeczał stwór.

          Alicja chciała powiedzieć, że nie ma bladego pojęcia, o co chodzi, ale w tym momencie przez pierś potwora przebił się miecz. Monstrum padło na podłogę, brudząc ją przezroczystą posoką, i pochłonął go ogień. Za potworem ze zdziwioną miną stał nie kto inny tylko Igor. Alicja podbiegła do niego i przytuliła chłopaka z całej siły. Miecz wypadł z ręki Igora. Też ją objął.

-Już dobrze, to coś już sobie poszło.

-Zabiłeś go. –wymamrotała Alicja z twarzą nadal przy jego szyi. Czuła przyjemny zapach. Pachniał męskimi perfumami i chłopcem. – Uratowałeś mi życie. Dziękuję.

-No już, bo się rozczulisz.- wymamrotał. –Lepiej zajmijmy się tym chłopakiem. On też nam uratował życie, nie pamiętasz?

Podeszli do niego. Chłopak był nieprzytomny, ale oddychał.

-Weź go na ręce, wysiądziemy na następnym przystanku i tam się nim zajmiemy. –poleciła Alicja.

-A co ze szkołą?

- Naprawdę chcesz jeszcze do niej iść, po tym, co się przed chwilą wydarzyło? Ten stwór czegoś ode mnie chciał. Jakieś kamienia, chociaż ja nie wiem, o czym on mówił. Ale przeczytałam w życiu dość książek, żeby wiedzieć, że potwory mogą przyjść po ciebie nawet w środku lekcji chemii czy historii, więc nie marudź, tylko wysiadaj.

             I tak zrobili. Wyszli w centrum miasta. Był późny ranek, więc witryny sklepów już nęciły potencjalnych klientów promocjami. Ludzie mijali je, niektórzy wchodzili bądź wychodzili, mijając się i nie zwracając uwagi na dwójkę umorusanych przezroczystą posoką nastolatków, którzy trzymają trzeciego i do tego nieprzytomnego.

Poszli do parku.

-Połóż go tutaj i pilnuj, żeby u się nic nie stało. Ja pobiegnę do apteki.- zakomenderowała Alicja.

Kiedy wróciła nieznajomy chłopak siedział na ławce, przytomny ale z cierpiętniczą miną.

-Czy możesz poprosić swojego chłopaka, by nie zadawał mi durnych pytań z stylu „Jak się czujesz?”- zapytał. Wpatrywał się w nią ciemnymi, niemal czarnymi oczami, na oczy spadały mu jasnobrązowe włosy, które w świetle słońca miały nieco rudawy odcień. Alicja ze zdumieniem zrozumiała, że ma takie same oczy.

-On nie jest moim chłopakiem. –Alicja zarumieniła się. –I nic dziwnego, że pyta się o twoje samopoczucie, jeśli dziesięć minut temu byłeś nieprzytomny.

-Tak, to rzeczywiście dziwne. Nikt nie byłby nieprzytomny po walce z dwumetrowym demonem. –odparł sarkastycznie.

-Dobra, daj już spokój i pozwól obejrzeć mi swoją ranę. –dziewczyna wyciągnęła z reklamówki, którą trzymała, plastry i bandaż.

-Jaką ranę?

-Tą, którą masz na głowie, od walnięcia w szybę. –Alicja przewróciła oczami. On naprawdę był taki tępy czy tylko udawał?

-Pytam się jeszcze raz, jaką ranę. –zapytał chłopak, odsłaniając połać czaszki. Tam, gdzie powinno być rozcięcie, była tylko różowawa blizna a i ona już zaczynała blaknąć.

Chłopak spojrzał na nią z triumfującą miną.

-Widzisz? My, wróżkowie tak mamy.

W tym momencie Igor, który dotychczas obserwował ich rozmowę, jak bardzo interesujący mecz tenisa stołowego, teraz nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem.

-Wró..wróżkowie? –wykrztusił pomiędzy parsknięciami. –Czyli masz różowe skrzydełka i latasz nad łąkami w wolnych chwilach?

Chłopak przewrócił oczami.

-Wy, zmienokształtni, tego nie zrozumiecie. W wolnych chwilach zamieniam takich, jak wy, którzy mi się nie podobacie, w coś, co mi się podoba, dajmy na to w plazmę albo rower.

Igorowi najwyraźniej nie spodobała się wizja zamienienia go w plazmę, więc umilkł.

-Chwila, chwila..- odezwała się Alicja.- Jacy zmienokształtni? Jacy wróżkowie? Kim ty w ogóle jesteś? Jak się nazyw…

-Zastopuj dziewczyno.- przerwał jej nieznajomy. Nazywam się Damian, na dworze znają mnie jako, Inyguriela, więc tak się masz do mnie zwracać, gdy się już tam znajdziemy. Jestem nadwornym trevorem-wróżkiem. A ty jesteś wróżką.
 
 
 
Pierwszy rozdział już jest! Jak się wam podoba? Co zmienilibyście tutaj? Czekam na komentarze ;)
Okay.

czwartek, 16 października 2014

Prolog

  Oddychała. Nie wiedziała, że jeszcze to potrafi. Całe ciało bolało ją od ciosów, z ran powoli sączyła się krew. To także ją zdziwiło. Miała wrażenie, że już jej w sobie nie ma. Włosy, niegdyś ciemne, skręcone pukle, były teraz nasączone krwią, rozrzucone po podłodze w strąkach.
   Podłoga ziębiła ją w nagą skórę, ale była zbyt słaba, by się poruszyć, jakoś okryć tym, co zostało z jej ubrania. Mury jej więzienia były szare i zimne  –jakież inne mogłyby być mury więzienia?
   Zdobyła się na nadludzki wysiłek i otworzyła oczy. W celi było ciemno, a jedynym źródłem światłą była szpara pod drzwiami. Spod niej wylewało się byle jakie światło. Cóż, świece lepszego nie mogły wytworzyć.
Trevie, pomyślała. Przyjdzie mi tu umrzeć. Zostawię ją. Nigdy więcej nie zobaczę słońca. I szat trevorów. I…Klucz przekręcił się zamku. Zamarła.
Drzwi otworzyły się ze skrzypieniem. Na jej skuloną postać padł długi cień jej Oprawcy.
- I co, ślicznotko? –zapytał, podchodząc do niej powolnym krokiem. Gdyby go nie znała, pomyślałaby, że już się mu znudziła. Nie o to chodziło… On teraz grał swoją rolę, końcowy akt w sztuce zwanej życiem. Chciał pokazać, jak bardzo jest ważny.
Poczuła jego dłoń na policzku.
-Zdecydowałaś się już? –zapytał głębokim głosem. –Powiesz mi, co tak pragnę wiedzieć? Och, wtedy zobaczysz córeczkę.. I może twojego śmiertelnego mężulka… Co ty na to, królewno?
- Nigdy ci nic nie powiem! –chciała krzyknąć, ale głos ją zawiódł. Z jej ust dobył się tylko szept.
   W świetle ostatniej świecy zobaczyła jego twarz. Poorana bliznami, pamiątkami dawnych bitew, zaklęć i Trev wie, czego jeszcze. Nie chciała myśleć, co mogły oznaczać ciemne symbole na jego szyi i odsłoniętych kawałkach ramion.
A potem uniósł bat.
Skuliła się w sobie, przygotowała wewnętrznie na ból.
Kocham cię, A… zdążyła pomyśleć.
Bat, opadając, z głośnym szumem przeciął powietrze.


Rozdział pierwszy już niedługo. A jak wam się podoba prolog? Nieco sentymentalny, ale dla mnie taki właśnie powinien być prolog.

Okay.

Hm... Nowy?

                Pierwszy raz tworzę bloga na blogspocie i jestem trochę zestresowana tym, czy sobie poradzę.
              Bloga miałam już nie jednego: od fanfiction na recenzjach skończywszy ale teraz robię coś zupełnie innego. Postanowiłam stworzyć bloga z moim własnym, autorskim opowiadaniem, które dotąd widziało tylko nieliczne grono ludzi. Co z tego wyniknie? Zobaczymy!
              W takim razie wypadało by się przedstawić i odpowiedzieć sobie na jedno podstawowe pytanie: co ja właściwie tworzę?
               Moje imię znacie. Tworzę opowiadania już od pięciu lat i tak ja powiedziałam, pisałam praktycznie wszystko.  Na koncie mam jedną książkę, niestety nie wydaną. Zagubiona leży gdzieś w otchłaniach mojego komputera, bo zrobiłam coś, za co sama siebie nienawidzę. Zakończyłam próby jej wydawania.
              To, co tutaj przeczytacie to kolejna książka. Przynajmniej takową miało to być. Pierwsze rozdziały pisałam łatwo. Miałam pomysł, wenę. Teraz wszystko leży odłogiem. Chcę ją dokończyć, mam wyrzuty sumienia co do bohaterów. Każdy zasługuje na to, by dokończyć jego historię. Dlatego właśnie stworzyłam tego bloga. By ją dokończyć, by zakończyć to, co zaczęłam prawie rok temu.
              A teraz podstawa: o czym jest to opowiadanie? Cóż... Gatunek to fantasy. I na tym będzie opierała się cała fabuła. Reszty zdradzić nie mogę.
             Po prostu: zapraszam i miłego czytania.

Okay.