piątek, 13 lutego 2015

Rozdział III: Witamy w Podziemnym Świecie!

Od Autorki:
Rozdział nie powstałby prawdopodobnie bez pomocy mojej parabatai, Neko Riny i to jej dedykuję go dedykuję. Bez jej ciągłego marudzenia i trucia mi tyłka, żebym go w końcu skończyła, nadal zapewne liczyłby pięć zdań. Dziękuję ci, słońce :*
Wkraczamy w ten etap, kiedy już nie mam gotowych rozdziałów i muszę wyłuskać czas, by je napisać więc będą się pewnie pojawiać tak, jak ten - o 24 w nocy... No cóż...

Pozostaje mi tylko życzyć wam miłego czytania ;)

                                                         Rozdział 3
                                   Witamy w Podziemnym Świecie!

- Jak to? To niemożliwe. Jesteśmy zupełnie normalną rodziną, moja mama zginęła w wypadku samochodowym! Nikt jej nie zamordował! – Alicja chciała im wszystko wyjaśnić, ale zabrzmiało to tak, jakby starała się przekonać samą siebie.
Igor podszedł do niej i starł jej z policzka kroplę słonego płynu. Nie zdawała sobie sprawy, że płacze. Popatrzył na nią przez chwilę, po czym ją przytulił. Tylko Igora nie odtrąciłaby w tej chwili i chłopak skrycie cieszył się, że ma takie „przywileje” W jego ramionach całkowicie się rozkleiła.
-Wszystko będzie dobrze. – szeptał w jej włosy.- Wrócimy do domu i będzie dobrze. Nie wie jak to zrobimy, ale obiecuję ci, że tak się stanie.
Ponad jego ramieniem dziewczyna zobaczyła zdziwione twarze królowej Inys i Damiana.
-Ich więź rzeczywiście jest bardzo silna.- powiedziała dama z tonem pełnym zdumienia. –Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Ale to później.
-Właśnie. – dziewczyna puściła Igora i stanęła przed królową. –Kto zamordował moją mamę? Znajdę go i zemszczę się!
-Wątpię, żeby wróżka na twoim poziomie szkolenia magicznego mogła pokonać Amosa.
-Kogo?
-Amosa. –odpowiedział za Inys Damian. –To potężny demon, tym potężniejszy, że kiedyś był złotym wróżkiem. Wygnali go z Podziemnego Świata właśnie za nielegalne przyjaźnie z demonami, Ciemnymi Duszami, jak niektórzy je nazywają. Z informacji Trevoru wynikało, że miał na celu obalenie ich i stworzenie nowej rasy, wróżko-demonów, których nazywał gidys. – ostatnie słowo wręcz wypluł, jakby paliło jak kwas, połknięty przez przypadek. – Demon Izydyn, który cię dzisiaj zaatakował też jest jego sługą. Uczą o nim na historii a małych wróżków straszy się nim, gdy są niegrzeczni. To o nim dyskutowaliście podczas Posiedzenia Trevoru? Nie sądziłem, że po wygnaniu był na tyle silny, by tworzyć jakiekolwiek zebranie a co dopiero armię.
-Niestety tak. –królowa, do której skierowane było to pytanie, spuściła głowę. – Moi informatorzy twierdzą, że Amos zbiera demony, wampiry, wilkołaki i zmiennokształtnych. Tworzy armię. Ćwiczą i szkolą się na obrzeżach Podziemnego Świata, gdzie moja władza już nie sięga. Nikt nie zapuszcza się w tamte tereny. Żyją tam najgroźniejsze potwory, które na szczęście dotychczas widywaliśmy tylko w sennych koszmarach. Jeśli Amos sprzymierzył się z nimi jest naprawdę bardzo źle. Demon, którego dzisiaj spotkaliście, to dopiero początek. Chcę was zapytać o to spotkanie. Czy mówił coś? Czegoś od was chciał?
- Chciał jakiegoś kamienia. – odezwała się Alicja. Kiedy pokonał Damiana, mówił coś o kamieniu, który ja niby mam i żebym go mu oddała, bo inaczej zetrze mnie w proch. Tylko, że wtedy Igor przebił go mieczem.
Posłała chłopakowi dziękczynne spojrzenie.
-O Trevie…- Inys złapała się za serce. – Oczywiście. Dziecko, pokaż mi swój naszyjnik.
Alicję trochę zdziwiła ta prośba, ale posłusznie zdjęła wisiorek i położyła go na wyciągniętej dłoni królowej. Był zwykły. Na długim skórzanym rzemyku wisiała zielona bryłka, obramowana czarnym plastikiem. Alicja nosiła go ze względu na mamę. To była jedyna rzecz, jaka jej po niej została. Ojciec spalił wszystkie ubrania, zdjęcia i pamiątki, dziewczyna nie do końca rozumiała, dlaczego.
- O święty Trevie… - królowa wpatrywała się w przedmiot leżący na jej dłoni z nabożnym zachwytem. – Kamień mocy Salanty. Nie wiedziałam… Myślałam, że przepadł, że zaginął razem z nią. Zawsze była zaradna. Musiała wyczuć, że po nią przyjdą. Ale żeby dać kamień córce? Nawet nie była pewna, czy dziewczyna jest wróżką.. Po tym małżeństwie ze śmiertelnikiem…
            I wtedy Alicja wszystko zrozumiała, jakby znalazła ostatni element układanki.
Nie była normalna i nigdy nie będzie. Jej matka była wróżką, ale wyszła za śmiertelnika, ojca Alicji. On zawsze bał się wszystkiego, co było inne, nowe.. Bał się Salanty…
Bał się mnie, pomyślała Alicja. To dlatego ciągle mnie bił, nawet za najmniejsze przewinienie. Bał się moich mocy.
I wtem poczuła, że w jej żyłach buzuje coś na kształt adrenaliny. Magia.
- Igor –zwróciła się do przyjaciela.- Już nigdy nie będzie tak jak dawniej. My nie jesteśmy tacy jak inni. To tutaj jest nasz dom.
Chłopak spojrzał na nią, jakby zwariowała.
-Co ty, Alka… My jesteśmy ludźmi, musimy wrócić do naszego świata i żyć nor…
-Nie jesteście ludźmi, a już zwłaszcza ty, zmiennokształtny. –przerwał mu Damian.
-Czy ktoś mi w końcu może wyjaśnić, co to są zmienokształtni?!- krzyknął Igor.
-Uspokój się, chłopcze –upomniała go Inys. –A odpowiadając na twoje pytanie… Zmienokształtni to poniekąd ludzie, ale potrafiący się w dowolnym momencie zmieniać w zwierzęta. Mam kilka zmiennokształtnych na swoich rozkazach.. Pokażą ci co i jak… Najwyraźniej nie korzystałeś jeszcze ze swoich… hm… wyjątkowych możliwości. A ciebie wróżko – zapraszam do sali treningowej numer 8. Inyguriel cię zaprowadzi…
Chłopak odwrócił się i wyszedł. Alicja uścisnęła Igorowi dłoń i wyszła za wróżkiem.
Przeszli długim korytarzem i skręcili w lewo. Wokół było pełno drzwi wyciosanych w kamieniu.
-Macie tyle pokoi? –zapytała Damiana.
-Oczywiście nie. To nie jest część mieszkalna. To wszystko sale treningowe. Jest nas tak dużo, że jedna sala by nie wystarczyła a poza tym są przecież różne stopnie wtajemniczenia magicznego.- Miał tak długie nogi, że dziewczyna musiała niemal biec by za nim nadążyć.
Po drodze mijali różnych ludzi, wszystkich w czarnych lub srebrnych szatach.
-Czemu nie ma nikogo w złotych szatach?
- Trevie, dziewczyno czy jest coś co cię nie interesuje lub coś, na co znasz odpowiedź ? To przecież oczywiste. Złote szaty noszą najwyżsi wróżkowie, równi niemal mocą z magami. Jak myślisz, dlaczego nie ma ich tutaj, z nami, którzy jeszcze trenują? Są za ważni by się z nami zadawać.
Jego wypowiedź była pełna zajadłości, jakby czegoś jeszcze w niej nie dopowiedział, czegoś ważnego ale jednocześnie osobistego. Alicja postanowiła o nic więcej nie pytać.
W końcu doszli do drzwi z numerem 8, pobłyskującym, jakby miał w sobie swoje własne światło.
-Zapraszam. – Damian otworzył przed nią drzwi ale jego mina wskazywała, że za nimi nie czeka na dziewczynę nic miłego.
- O rany… - dziewczyna wydała siebie westchnienie, pełne zrezygnowania i weszła do środka. Mimo całego sceptyzmu, który miała w sobie teraz oczy otworzyły się jej szerzej ze zdumienia, na to co zobaczyła.
- O rany – powtórzyła, tym razem z zaskoczeniem w głosie.

                                                            ***
Igor nigdy nie lubił ciemność. Czuł się mały i nic nieznaczący. Widząc oddalające się sylwetki Alicji i Damian, którzy zostawiali go w tym ciemnym korytarzu, oświetlanym jedynie przez pochodnie rodem z najgorszych horrorów, czuł się jeszcze mniejszy i jeszcze mniej znaczący.
Nie lubił, gdy Alicja oddalała się bez niego. Czuł jakąś irracjonalną odpowiedzialność za nią, za jej czyny. A teraz puścił ją samą w zupełnie obcy świat z chłopakiem, który, według jego mniemania, zachowywał się co najmniej dziwnie.
-Hej, ty!- usłyszał głos za sobą.
Odwrócił się. Przed sobą miał człowieka, przed którym poczuł instynktowny strach a jego ciało zareagowało impulsywnie, cofając się przed postacią, która stała przed nim.
Był to mężczyzna, około czterdziestki, wysoki i barczysty. Całe jego ciało budziło respekt ale jego twarz… Miał kwadratową szczękę, skórę na policzkach naznaczoną grubymi bliznami, pamiątkami dawnych walk. Jedno białko miał tak nabiegłe krwią, że niemal wchodziła ona do niebieskiej tęczówki.
-Co się gapisz, zmiennokształtny? -burknął.- Jestem twoim wahterem. Masz mnie szanować i wykonywać to, co ci rozkażę. Inaczej… No cóż, mamy swoje sposoby, by uczynić ci z życia piekło.
Mówiąc to, uśmiechnął się zajadle.
- Nazywam się Igor a nie zmiennokształtny… - zaczął spokojnie chłopak, ignorując pragnienie swojego ciała, które wołało każdą komórką, aby uciekał.
-Gówno mnie obchodzi jak się nazywasz! – warknął. – Jestem wahterem twojej grupy. Jestem niemal jak twój król. Nie masz do roboty nic innego, tylko wykonywać moje rozkazy. Nic innego wiedzieć nie musisz. Po to się urodziłeś. Nic mnie nie obchodzi jak trafiłeś na Górny Świat i nie obchodzi mnie też twój związek z tą wróżką. A teraz idź za mną.
Igor już nic nie powiedział. Ruszył za mężczyzną, potulny jak baranek. I mimo tego całego lęku o jutro, o swoje życie i o to, co może mu zrobić jego nowy przełożony, uświadomił sobie śmieszną rzecz. Że oto znalazł się w miejscu, do którego był przypasowany od urodzenia i że tutaj powinien mieszkać od dawna. Rozśmieszyła go ta myśl. Znalazł się, choćby nie wiedział jak okropnym, ale jednak, swoim domu.

                                                                    ***
            Sala, do której zaprowadził ją Damian była ogromna. Na ścianach wisiało tysiące rodzajów broni, których nazw Alicja nie znała. I, gdyby to od niej zależało, wcale nie miała ochoty poznawać.
- To nasza największa sala –Inyguriel mówił monotonnym głosem, jakby to wszystko go nudziło. – Trenujemy tutaj głównie walkę mieczami, rzucanie nożami i innego tego typu rzeczy, które pomogą ochronić twój tyłek. Jeśli chodzi o pozostałe, są to głównie sale do zaklęć, przy czym każda jest do innego rodzaju i innego stopnia zaawansowania. Ciebie na razie będą interesować tylko sale numer dwa czyli zaklęcia ochronne i pięć, czyli typowe formułki, tworzące drzwi do Podziemnego Świata, czy pomagające w życiu codziennym. Kilka razy w tygodniu będziesz się spotykać tutaj ze mną, żebyś potrafiła chociaż oddać cios.
            I nie czekając na jej reakcję, po prostu wyszedł.
            Miał zamiar iść do swojej komnaty, ale przechodząc obok gabinetu królowej Inys usłyszał podniesione głosy.
- …to zagrożenie. Jej matka była taka sama. Przyciągała potwory, jak światło ćmy! Pani! –głos Hykiela, zmienił się na błagalny. – Wyrzuć ją. Razem z tym jej stworem…
- Chłopak ma potencjał. –odezwał się inny głos, w którym Damian rozpoznał Iwana de Rewol, wahtera jednej z grup zmiennokształtnych. –Na pierwszym sparringu pokonał Suriusa, a wiesz, pani, jak silnym jest zmiennokształtnym. To głupota tracić taki talent. Dziewczyna mnie nie obchodzi, jeśli taki twój rozkaz, można się jej łatwo…
- DOŚĆ! –krzyknęła Inys a Inyguriel dosłyszał uderzenie w stół. – Nikogo nie wyrzucę. Dziewczyna ma coś, czego szuka Amos. Kamień.
- Kamień mocy? –zdziwił się Hykiel. – Po co mu on?
- Nie wiem. Ale jeśli go potrzebuje, jedno jest pewne: nie możemy mu go dać. Dziewczynie na razie nic nie mówmy. Będzie bezpieczniejsza, nic nie wiedząc.
- A Rada? Co z pozostałymi trevorami? Ze Złotymi? Przecież… Oni mogą pomóc.
- Lepiej nie… Inygurielrze… Proszę, wejdź.
            Chłopak zarumienił się potężnie, spełniając polecenie królowej.
- Ja… Przepraszam, pani –skłonił się. – Nie zamierzałem… Po prostu szedłem i usłyszałem…
- Nie szkodzi. To głupota z naszej strony rozmawiać o takich rzeczach przy niezabezpieczonych drzwiach – uśmiechnęła się do niego. – Hykielrze, Iwanie… Czy moglibyście mnie opuścić? Pragnę porozmawiać z Inygurielem w cztery oczy.
- Oczywiście pani –mężczyźni skłonili się i opuścili pomieszczenie, ale Damian dostrzegł jeszcze w oczach Hykiela jakąś zaciętość, żeby nie powiedzieć, nienawiść.
            Kobieta wstała i zaczęła krążyć po pokoju, z rękami zaplecionymi za plecami.
- Większość rzeczy już usłyszałeś. Dziewczyna jest ważna. Nawet nie z powodu kamienia. Czułeś jej aurę. Czułeś, jak silna jest. Wystarczy kilka treningów, kilka zaklęć. Wcale się nie zdziwię, jeśli teraz siedzi nad Księgą. Ciągnie ją do magii. Wcale jej się ni dziwię. Tłumić taką moc przez tyle lat to niemal grzech.
            Zatrzymała się nagle naprzeciwko chłopaka.
- Inygurielrze... – rzekła, chwytając go za ramiona. – Musisz ją chronić. Nie możesz dopuścić, by naraziła się na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Amos będzie chciał ją zwabić poza tereny Królestwa. Nie możesz jej na to pozwolić. To będzie twoja Misja. Zostaniesz jej Strażnikiem.
            Inyguriel wyszedł z gabinetu królowej. Dostał Misję. Miał szansę na srebrną szatę… Nie mógł w to uwierzyć. To było, jak spełnienie marzeń. Po to się urodził, po to trenował od najmłodszych lat. Jeśli dostanie Srebrnym… W końcu będzie mógł być sobą…
- Tylko… -Królowa wybiegła za nim i zatrzymała się gwałtownie, dodając szeptem. – Ona nie może wiedzieć. Nie może wiedzieć, jak potężna jest i w jak wielkim zagrożeniu się znajduje. Niech myśli, że jesteś tylko jej trenerem. Zaprzyjaźnijcie się a Stróżowanie stanie się łatwiejsze. Byleby tylko o niczym się nie dowiedziała. Przynajmniej na razie. Nie jest na to gotowa. A wiedza, którą poznajesz w nieodpowiednim momencie bywa niebezpieczniejsza niż ostrze skierowane w twoje serce.

                                                            ***
            Było późno w nocy. Świece powoli się dopalały a ona dalej walczyła ze swoim organizmem, zmuszając oczy do przyglądania się kolejnym zakurzonym stronicom. Siedziała w tej bibliotece od dłuższego czasu. Krzesła były niewygodne, plecy ją bolały, ale pragnienie wiedzy i, co najważniejsze, magii, skutecznie tłumiło ten dyskomfort.
            Przeciągnęła się. Wzięła tomiszcze z zamiarem zabraniem go do swojego pokoju.
ŁUP!
- Zasada numer jeden: Księgi nie wynosimy z biblioteki – usłyszała znajomy głos. – To jedyna książka, której nie wolno ci wypożyczać i która zawsze musi tutaj pozostać.
            Inyguriel stał w drzwiach i przyglądał jej się ciekawie.
- Co ty tu robisz? – ze zdenerwowaniem odgarnęła krótkie kosmyki za uszy. – Śledzisz mnie, czy jak?
- Odnieś Księgę na miejsce. Wtedy pogadamy.
- Nie będziesz…
- Będę – odparł, nadal z figlarnym uśmiechem na ustach. – Od dzisiaj jestem twoim trenerem - powinnaś zatem robić to, co ci nakazuje. Uwierz mi, tak będzie dla wszystkich najlepiej.
            Dziewczyna ze westchnieniem położyła wolumin na drewniany podstawek pośrodku biblioteki. Natychmiast oblekły go zaklęcia ochronne, tworząc wokół niego prawie przezroczystą barierę, migoczącą lekko. Alicja wpatrywała się w nią jak urzeczona.
- Jak…? – spojrzała pytająco na Damiana.
- Myślisz, że jesteśmy tak głupi, by zostawiać największe dostępne źródło magii bez żadnej ochrony? Dziwię się w ogóle, że pozwolono ci do niej zajrzeć. Cóż… Wyczuwam w tym rękę Królowej Inys.
- Czemu jest jedyna? I co takiego się w niej znajduje? Zdążyłam przeczytać zaledwie parę stron i niesamowicie się zmęczyłam. To pewnie ten cały dzisiejszy dzień… - ziewnęła, jakby na potwierdzenie swoich słów.
- To nie wina dnia… - spojrzał na nią. – Opowiem ci o niej po drodze. Chodź. Jesteś tak zmęczona, że mi tutaj zaraz padniesz a mi nie uśmiecha się niesienie cię po całym Dworze. Trev wie, co pomyśleli by sobie wróżkowie …
- Jakoś nie zauważyłam, by cię to obchodziło – stwierdziła kąśliwie, ale wyszła za nim. Miał rację. jeszcze chwila i zasnęłaby na stojąco.
            Szli przez chwilę w ciszy.
- Więc? Czemu jestem taka zmęczona? – zapytała, wpatrując się w niego.
- Zbyt dużo magii na jeden dzień – wzruszył ramionami. – Twój mózg nie jest do tego przyzwyczajony. To… Jak z aktywnością fizyczną. Nie możesz od razu przebiec dziesięciu kilometrów, bo… Po prostu nie dasz rady. Stopniowo zwiększasz odległości, by twój organizm się przyzwyczaił. Tak samo jest z magią. Nie mogłabyś przeczytać od razu całej Księgi, bo to prawdopodobnie by cię zabiło. Jej całą treść znają tylko Złoci. Dlatego… No cóż, dlatego są Złotymi.
            Ponownie zamilkli, wbijając oczy w ciemność korytarza.
- Jest jedna? – zapytała znowu.
- Co?
- Księga. Czy jest tylko jedna?
- Wiesz… -podrapał się w zamyśleniu po głowie. – Mówi się, że niegdyś były trzy. Trzy egzemplarze, wyobrażasz sobie, jak wielka to magia? Ale pewnego dnia… -zamilkł gwałtownie. – Znaczy… Zgubiły się. Ja tam w to nie wierzę. Zwykłe bajki. Po co im trzy Księgi?
- W każdej bajce jest trochę prawdy… -zauważyła cicho.
            Coś przed nią ukrywał. Czuła to. Nie drążyła jednak. Wiedziała, że i tak nie powiedziałby jej prawdy. Był zbyt skryty. Zbyt twardy i zamknięty w sobie. Jeśli sam jej nie powie, to nie miała szansy się dowiedzieć w jakikolwiek inny sposób.
            Stanęli naprzeciwko drzwi jej komnaty.
- Więc… Ten… Dobranoc – powiedział tylko i odszedł szybkim krokiem.
- Dobranoc… Damian – szepnęła jeszcze i weszła do pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
            Odczekał chwilę i podszedł ponownie. Nałożył na jej sypialnię wszystkie zaklęcia ochronne, jakie znał. Po krótkim namyśle dodał jeszcze obronne. Nie zaszkodzą.
- Witamy w Podziemnym Świecie, mała – szepnął z krzywym uśmiechem – gdzie i mniej wiesz, tym jesteś bezpieczniejsza. Przynajmniej według „tych na górze”.

Okay.
           

            

2 komentarze:

  1. *tupie nóżką, ze skrzyżowanymi łapkami*
    No. W końcu. Dodałaś. Ten. Cholerny. Rozdział *mówi przez zaciśnięte zęby* Amen!
    Co ogólnie...? Rozdział wyjaśnia to i owo ze świata przedstawionego. Narzekać nie mogę *za krótki, za krótki!* Armia przecinków bynajmniej mnie nie pogryzła/zeżarła jak Ghoul/potraktowała jak Annie biedną Petrę, także... najs, najs!
    Czekam na dalszą część ^^

    Jā ne!
    Neko Rina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że będziesz mnie musiała motywować, żebym pisała? Zdajesz sobie z tego sprawę? ;D
      I jaki za krótki? O.o Jeden z najdłuższych!

      Usuń